Szanowny wychowawco!
Nie pisz nam maila, że szukasz pracy, bo my to wiemy.
Po prostu wejdź w oferty pracy i wyślij CV!!!

Rower w samolot i do Szwecji!!! To Proste! Rowerem po Szwecji!

Ekipa portalu wychowawcy.pl sprawdziła jak można tanio, miło i przyjemnie spędzić 5 dni w Skandynawii. Tomek i Klaudia wybrali się samolotem linii WizzAir wraz z rowerami na trasie Lublin-Sztokholm. Przeczytajcie jak przebiegała ich eskapada.

 

 

Przygotowania do wyjazdu trwały kilka tygodni. Decyzja zapadła wraz z zakupem biletu w cenie 326 PLN/os, gdzie 39 pln to sam bilet i 124 to opłata za rower, to i to razy dwa oczywiście. Największym orzechem do zgryzienia był dla nas transport roweru. Nikt z nas nigdy nie podróżował z rowerem. Przeprowadziliśmy liczne wywiady na facebooku, pytaliśmy znajomych, pisaliśmy na forach, zadaliśmy pytanie Portowi Lotniczemu w Lublinie, a na końcu osobiście się wybraliśmy do przedstawicieli linii WizzAir o udzielenie najdokładniejszych informacji, gdyż na stronie przewoźnika nie są one zbyt jasno sprecyzowane. Na lotnisku zostaliśmy poinformowani, że rower ma mieć odkręcone lub skręcone pedały do środka, kierownicę ułożoną wzdłuż ramy i spuszczone powietrze z kół, gdyż różnica ciśnień na wysokości mogłaby doprowadzić do wybuchu opony. Od nas zależało czy zapakujemy go w karton, folię, pokrowiec twardy lub miękki.

Przed wylotem zapoznaliśmy się również z cenami jakie obowiązują w Szwecji. Głównie chodziło nam o wyżywienie i opłaty za miejsca campingowe. Jako, że mieliśmy spore sakwy zdecydowaliśmy się na zakup jedzenia już w Polsce, aby zminimalizować nieco wydatki za granicą. Postawiliśmy na typowe campingowe jedzenie, czyli chleb, pasztety w wielu smakach, ogórki, pomidorki, ketchup, musztarda i zupki chińskie. Fakt, nieco niezdrowe, ale te 4 dni człowiek może wytrzymać. Nie zabrakło też energii w postaci orzeszków ziemnych i 10 batonów snickers. Ceny za campingi, które planowaliśmy odwiedzić wahały się od 80 do 120 SEK (36 do 54 PLN) za namiot (1 SEK = 0,45 PLN).

Zanim doszło do wyjazdu zamówiliśmy na allegro bagażniki oraz sakwy, sprawdziliśmy stan rowerów i zamontowaliśmy wszystko razem. Dobry bagażnik i sakwy to podstawa takiego wyjazdu. Najlepiej aby były one jak najbardziej pakowne i funkcjonalne, no i miały też dobre parametry nieprzemakalności. Nie można zapomnieć też o oświetleniu, dobrych oponach i kilku przyrządów do roweru - klucze, pompka, smar do łańcucha, zestaw do naprawy dętki.

 

 

Nasza przygoda zaczęła się o godzinie 7 rano we wtorek (1.09), wyruszyliśmy wtedy z domu w kierunku Portu Lotniczego Lublin. Mieliśmy do przejechania 21 km. Dojechaliśmy na lotnisko z lekkimi obawami, czy sposób w jaki zaplanowaliśmy zapakować rowery będzie się nadawał. Otóż zdecydowaliśmy, że rowery zawiniemy w czarną folię typu stretch. Aby dobrze zapakować jeden rower trzeba spokojnie przygotować minimum 30 metrów takiej folii. Zdecydowaliśmy też, że niektóre elementy takie jak kierownica, widelec i przerzutki owiniemy dodatkowo kawałkami kartonu. Limit bagażu na sprzęt sportowy, czyli rower w tym przypadku wynosi 32 kg. Nasze rowery ważyły po ok 16 kg, oznaczało to, że możemy drugie tyle napchać do sakw. Ale żeby nie było tak kolorowo pan na lotnisku powiedział nam tydzień wcześniej, że musi to byś ewidentnie sprzęt sportowy, no chyba że upchamy tylko kilka kg, wtedy nie będą zaglądać do sakw i patrzeć, co tam mamy. Dlatego też do sakw zmieściliśmy naprawdę dużo rzeczy - ubrania, wspomniane wyżej jedzenie, miski, sztućce, kubki, herbatkę, klucze do roweru, namiot, śpiwory, no i oczywiście patriotycznie flagę biało-czerwoną, aby powiewała cały czas podczas podróży. Rowery ważyły odpowiednio 26,5 i 27,5 kg. Gdybyśmy wiedzieli, że absolutnie nikt nie będzie patrzył na to co mamy w sakwach moglibyśmy jeszcze więcej rzeczy zabrać, np. jedzenia. Była to jednak nasza pierwsza podróż rowerem i nie chcieliśmy ryzykować.

Gdy już zawinęliśmy wszystko w stretcha i poszliśmy się odprawić, postanowiliśmy lekko znieczulić się przed lotem jednym zimnym polskim browarkiem. Ledwo go otworzyliśmy, a pan z obsługi przybiegł i oznajmił, że rowery nie mieszczą się do skanera i trzeba ściągać przednie koła. Załamaliśmy na chwilę ręcę - piwko otwarte, 15 minut do zamknięcia bramek, a tu trzeba ściągać folię, ściągać koło i od nowa pakować. Na szczęście obsługa lotniska w Lublinie bardzo nam pomogła. Razem podnieśliśmy rowery, rozerwaliśmy stretche, zdjęliśmy koła, przymocowaliśmy do ramy i stretchem, który otrzymaliśmy od obsługi owinęliśmy ponownie rowery. Wielki ukłon w stronę obsługi za pomoc. Rowery przejechały przez skaner, a my udaliśmy się do gate`ów. Tam drobne zakupy, boarding i start samolotu. Lot trwał niecałe 2 godziny, przebiegał bardzo spokojnie, nie było żadnych turbulencji, mieliśmy piękną pogodę podczas startu, dużo gorszą przy lądowaniu, co wpłynęło znacząco na dalszy przebieg naszego wyjazdu.

Wylądowaliśmy na lotnisku Sztokholm-Skavsta oddalonym od stolicy Szwecji o 120 km równo o godzinie 12. Nasze rowery wyjechały jako ostatnie. Hala przylotów zdążyła już cała się wyludnić, a my zajęliśmy się rozpakowywaniem rowerów. Zajęło nam to prawie 2 godziny, gdyż musieliśmy odzyskać cały stretch, by móc go ponownie wykorzystać podczas powrotu. Skręciliśmy pedały, kierownicę, napompowaliśmy koła i trzeba było coś postanowić. Na lotnisku w Skavście można otrzymać darmowe mapy Sztokholmu, okolicy i przydatne informacje turystyczne.

Pogoda jak wspomniałem wyżej nie rozpieszczała. Padał duży deszcz, nie zabraliśmy żadnych kurtek, gdyż ani jedna pogoda, którą sprawdzaliśmy nie mówiła o żadnym deszczu (weź tu komuś ufaj). Dojechaliśmy do miejscowości Nykoping. Małe miasteczko bardzo blisko lotniska, tam w Burger Kingu przy kubku coca-coli opracowaliśmy plan, że naszym pierwszym stopem będzie camping w miejscowości Trosa. Jest to również malutkie miasteczko na samym wybrzeżu. Dojazd niby łatwy - 75 km, lekko pagórkowaty, no tylko ten deszcz. Zmokliśmy już po 15 minutach, jak na złość podczas drogi nie było ani jednego daszku, wiaty czy przystanku autobusowego, aby się schronić. Przejazd z przerwami zajął nam ok 6 godzin. Dojechaliśmy na camping, zalogowaliśmy się, rozbiliśmy namiot. Deszcz się troche uspokoił, poszliśmy spać. O 5 rano obudziła nas totalna ulewa. Namiot oczywiście miał już kilka misek wody w środku. Przemokło nam praktycznie wszystko - śpiwory, poduszki, ubrania. Siedzieliśmy w namiocie i zastanawialiśmy się co robić. Deszcz ustał ok godziny 13. Wtedy też leciutko zaczęło zza chmur wyglądać słoneczko. Rozwiesiliśmy sznurek i zaczęliśmy suszyć, co się dało. Jednocześnie ciuchy pierwszej potrzeby suszyliśmy pod suszarką do rąk w łazience.

Sam camping w Trosie jest bardzo dobrze położony. Do centrum miasta jest ok 5 km. Jest tam supermarket, stacja benzynowa, fastfood, informacja turystyczna. Na miejscu jest mnóstwo miejsca dla namiotów, przyczep i campingów. Jest kilka łazienek, kuchni, wyposażonych w mikrofale, piekarnik, czajnik, kuchenki grzewcze. Camping posiada plażę, przystań dla łodzi, miejsce na łowienie ryb, plac zabaw, minigolfa, przy recepcji dobrze działą wifi. Koszt rozbicia namiotu dwuosobowego to 120 koron. Można wtedy korzystać ze wszystkiego, jedynie za ciepłą wodę pod prysznicem trzeba zapłacić 5 koron, zimna jest za friko.

Pogoda się nieco poprawiła i gdy wysuszyliśmy trochę ciuchów postanowiliśmy, że przeniesiemy się na inny camping i zrobimy trochę kilometrów. Była już 16, a nie chcieliśmy jeździć po nocy, wybraliśmy zatem Camping Farstanäs Havsbad, blisko miejscowości Södertälje, gdzie siedzibę ma firma Scania. Camping Farstanäs Havsbad jak sam się reklamuje na stronie jest najlepszym i największym campingiem w okolicy. Czy najlepszym to nie wiemy, ale z pewnością lepszym niż Trosa. Jest przepięknie położony przy samym Morzu. Cały camping jest bardzo dobrze zadbany przez obsługę. Na miejscu znajdują się place dla kilkuset przyczep, kamperów i namiotów. Możemy korzystać z restauracji z grillbarem. Kuchnie są bardzo dobrze wyposażone, łazienki czyste, zadbane, wyłożone ładnymi płytkami z wieloma kabinami prysznicowymi. Wifi działa idealnie na całym campingu. Plaża jest czysta i zadbana, woda w morzu również. Nad głowami ciągle latają samoloty z lub do lotniska Arlanda w Sztokholmie.

Postanowiliśmy zostać na jedną noc i rano wrócić do Trosy, a potem na lotnisko, jednak tak nam się tam spodobało, że zostaliśmy i drugą noc. Podczas dnia jednak nie próżnowaliśmy i postanowiliśmy odwiedzić wspomnianą wcześniej miejscowość Södertälje, oddaloną od campingu o 15 km. Ponad połowa miejscowości zatrudniona jest w firmie Scania, która jest gigantyczna i zajmuje sporą część miasta, gdyż jej poszczególne sektory rozmieszczone są po całym mieście. Miasto posiada bardzo ładne centrum, można tam zrobić zakupy, gdyż blisko campingu nie ma praktycznie żadnego sklepu. Ładne zdjęcia wychodzą nad jeziorem, na którym położone jest miasteczko.

Wróciliśmy do campingu, a następnego dnia trzeba było już wracać, gdyż w sobotę o 7 rano mieliśmy powrotny samolot. Nie udałoby nam się zatem nocować gdzieś na campingu i dojechać, dlatego też ostatnią noc spędziliśmy na lotnisku. Jest ono czynne całą dobę, jest bezpiecznie, ciągle chodzi ochrona, sprawdza karty pokładowe, czy rzeczywiście czekasz na samolot, czy też przyszedłeś się przespać. W terminalu znajduje się dużo łazienek, restauracja, działa Wi-Fi, jest kilka gniazdek, aby podładować telefon. Na lotnisku jest strasznie drogo. Np. 0,5 litrowa puszka naszego rodzimego Żywca kosztuje 92 korony (42 PLN), 0,4 litra cocacoli z automatu 20 koron (9 PLN), już lepiej. Noc minęła bardzo szybko. Rano dokładnie w taki sam sposób jak na początku spakowaliśmy rowery. Tym razem poszło nam dużo szybciej. Nikt nie sprawdzał nawet wagi. Rowery w całości doleciały razem z nami na lotnisko w Lublinie.

Podsumowując Szwecja jest bardzo, ale to bardzo przyjaźnie nastawiona na rowerzystów. Podczas tych 4 dni nikt na nas nie trabnął, nie wymusił pierwszeństwa, zawsze byliśmy puszczani przodem z uśmiechem Szwedów na twarzy, zawsze poczekali aż przejedziemy. Nie widzieliśmy ani jednego roweru przypiętego łańcuchem do płotu. Szwedzi naprawdę dużo jeżdżą na rowerach. Świadczy o tym ogromna ilość ścieżek rowerowych. Nasze trasy w 80% przebiegały po ścieżkach rowerowych. Są bezkolizyjne rowerowe skrzyżowania, drogowskazy dla rowerów, oddzielne przejścia i parkingi.

Co należy zabrać na taki wyjazd? Rower, namiot, śpiwór, koc z izolacją, ubrania, sprzęt rowerowy (klucze, spinkę do łańcucha, smar, zapasową dętkę lub zestaw do naprawy, dobre oświetlenie, sakwy, liny mocujące, lock do rowerów można wziąć, chociaż dla lepszego samopoczucia), sznurek i spinacze do prania, zapalniczkę, jedzenie (dobrze sprawdza się opisane przeze mnie wyżej), sztućce, miski, kubek, herbata, kawa, coś od deszczu, proponuję każdą koszulkę, majtki itd zapakować w oddzielną reklamówkę na wypadek deszczu, grzałkę nurkową, wędką jeśli jedziecie blisko morza i macie miejsce, można złowić niezłe sztuki, coś na energię i odbudowę mięśni, czyli jakaś odżywka węglowodanowo-białkowa, 70 km to ponad 2000 spalonych kcal, trzeba uzupełniać.

Dobre rady.

Przygotuj sobie trasę, jednak nie trzymaj się jej za wszelką cenę. Czasami może się okazać, że jest to za długi lub za trudny odcinek, lub po prostu trafisz na złą pogodę i nie dasz radę tego zrobić. Miej zawszę alternatywę, czyli 2-3 campingi po drodze, aby móc się wcześniej ewentualnie zatrzymać.
Jeśli lubisz wypić piwko lub inne alko po dniu rowerowym, kup je już w Polsce. 6-pak kosztuje najbidniej 30 koron, a piwo ma 2,8%, smakuje jak woda i nic nie czujesz. Sklepu z winem lub wyższymi procentami nie znaleźliśmy nigdzie.
Miej dobry telefon z gpsem lub dobry gps rowerowy, dobrze mieć Endomondo, by liczyć i zapamiętywać trasę.
Koniecznie dobry powerbank, ładuj za każdym razem kiedy masz możliwość
Dobra mapa z Polski lub darmowa na lotnisku w przypadku braku gpsu lub prądu w telefonie
Googlemaps pozwala pobrac 50x50 km wycinka mapy. Pobierz kilka wycinków tam, gdzie będziesz jeździł. Działa 100% offline. Wiesz, gdzie jesteś, wiesz, gdzie jechać.
Nie wal od razu 50 km naraz, nikt Cię nie goni, a energia się kiedyś skończy. Zrób 10-15 km, odpocznij 20 minut. Masz mnóstwo czasu, wykorzystaj go na zregenerowanie chwilowe, możesz wtedy coś pozwiedzać.
Zamiast strecha do pakowania roweru lepszy byłby pokrowiec, widzieliśmy taki w Decathlonie, kosztuje co prawda 200 PLN, ale jest wielokrotnego użytku, jeśli planujesz częściej takie wypadu, lepiej go jednak kupić. ALE... są pokrowce w Lidlu, kosztują 13 PLN, wyglądają na jednorazówki, ale na wyjazd i powrót spokojnie wystarczą, są wyposażone w rzepy i spinki. Wystarczą. Nam rowery się w stretchach nie zniszczyły, tym bardziej się w pokrowcach nie zniszczą.

PODSUMOWUJĄC... LUZ(B)ELACY!!! PODRÓŻUJCIE!!! UCZCIE SIĘ KORZYSTAĆ Z LOTNISKA!!! MACIE PROBLEM??? PISZCIE!!! LATALIŚMY MULTUM RAZY Z INNYCH LOTNISK. I DO HOTELI, I NA CAMPING, I NA ROWERY!!! NIE TRAKTUJCIE NASZEGO LOTNISKA TYLKO JAKO PRACOWNICZE. MOŻEMY ZWIEDZIĆ LONDYN, DUBLIN, GLASGOW, OSLO, SZTOLHOLM, BRUKSELĘ, SHEFFIELD NIE TYLKO BĘDĄC PRACOWNIKAMI, ALE I ZWYKŁYMI TURYSTAMI. WYPAD ROWEROWY JEST WSPANIAŁY. SĄ DWIE KWESTIE, CO MOGĄ NAM TO ZEPSUĆ. 1. POGODA - NA NIĄ NIE MAMY WPŁYWU. 2. NASZE PRZYGOTOWANIE - MACIE JE POWYŻEJ. MACIE PYTANIA??? - admin@wychowawcy.pl


POZDRAWIAMY SERDECZNIE!!!

Komentarze

Janusz napisał(a):
Jednej rzeczy nie rozumiem. Zostawiliscie otwarte piwo, żeby przepakowac rowery. Ale później dopiliscie to piwo, czy sie zmarnowalo?
Tomek napisał(a):
Zmarnowało??? W życiu;))) oczywiście, że dopiliśmy;)
Michał napisał(a):
Świetny artykuł! Mam nadzieję, że i mi uda się na wiosnę zrobić coś podobnego;)
mick napisał(a):
świetny apel na końcu, my z naszego lotniska byliśmy na sylwestra w Oslo, weekend w Londynie, teraz wybieramy się na bożonarodzeniowy jarmark do Brukseli (bilet w obie strony 78 zł na grudzień !!!!!!)
Zbyszek napisał(a):
Super tekst! Muszę kiedyś podobnie się wybrać.
Monia napisał(a):
Super artykuł, właśnie się wybieramy na rowery na Maltę i Wasz tekst na pewno bardzo nam pomoże. Pozdrawiam!
Marcin napisał(a):
W zeszłym roku lecieliśmy ze Świdnika do Norwegii do Sandefjord Torp (lecieliśmy chyba pierwsi z rowerami bo nie obsługa nie wiedziała przez które bramki nadać nasze rowery) było nas 5 osób, nasze rowery ważyły ok 60 kg z bagażami ponieważ braliśmy ze sobą jedzenie na 3 tygodnie. Spaliśmy tylko raz na kempingu, poza tym na dziko. Żałujcie, że nie kupiliście sakw crosso, są zupełnie wodoszczelne i bardzo mocne, do tego jest spory wybór worków transportowych w których my trzymamy śpiwór i namiot, są bardzo tanie i polecam serdecznie. Co do map to mam swój patent na laminowanie. Pogoda? kilka dni słonecznych reszta deszcz ale daliśmy radę :) najważniejsze to nieprzemakalne sakwy oraz namiot. Pozdrawiam :)
petra napisał(a):
szukam właśnie informacji na temat przewozu roweru w samolocie i nie wiem już nic, co chwilę trafiam na inne przepisy, oceńcie czy ta stronka "mówi" prawdę - http://roweronline.pl/tresc-artykulu/artykulu/przewoz-roweru-w-samolocie.html zależy mi na czasie
Tomek napisał(a):
Petra: to zależy od kilku czynników, przede wszystkim czy masz gdzie schować sztywny pokrowiec. My nie mieliśmy, więc musieliśmy wziąć strecze. Jak mieszkasz w hotelu i krążysz wokół niego to sztywny może być, kwestia przechowania go, my robiliśmy zazwyczaj kółka po danym kraju i się przemieszczaliśmy. Strecze nam sie sprawdzały super. Tanie w OBI, plus nożyk techniczny, taśma za grosze i kartony znajdziesz na lotnisku

Strona: 1

Imię:

Treść:

2 plus 3 =

Najnowsze opinie

Jacek napisał(a) o
Jacek Herjan:
"Mazury= yacht klub Bielsko-Biała z bazą w kozini..."
Gabrysia sz napisał(a) o
Anna Urbaniak:
":)..."
dariusz mechla napisał(a) o
dariusz mechla:
"Posiadam uprawnienia instruktora strzelectwa I sam..."

Najnowsze na forum

Nasi partnerzy:

Strona główna | Współpraca

Copyright © doneta.pl